Łukasz Żygadło - strona nieoficjalna
Strona GłównaCzerwiec 22 2018 15:17:21
ŁUKASZ ŻYGADŁO





Łukasz Żygadło wspomina Arkadiusza Gołasia: Skromność była jego piękną cechą
- Arek był fantastycznym człowiekiem, jedną z tych osób, które zapadają w pamięć wszystkim i które wszyscy uwielbiają, bo potrafią usunąć się w cień i dać z siebie innym jak najwięcej. Nie znam większej zalety charakteru, to tak jakby ktoś nam ofiarował światło w chwili ciemności - mówi Raul Lozano, jeden z trenerów Arka. Słowa argentyńskiego szkoleniowca wydają się najpełniej opisywać myśli każdego, kto znał i kibicował poczynaniom młodego siatkarza o stratosferycznym zasięgu...

Łukasz wspomina swojego przyjaciela z boiska:


- Wróciłem z treningu, brałem prysznic. Usłyszałem telefon, w słuchawce płacz mojej żony. Agnieszka powiedziała, że Arek zginął. Zapadła grobowa cisza – Arkadiusza Gołasia wspomina Łukasz Żygadło.

Arek był osobą bardzo spokojną. Takie robił pierwsze wrażenie, a gdy się go bliżej poznawało, fakt ten tylko się potwierdzał. Na pierwszych treningach, gdy go obserwowałem, od razu można było zauważyć, że ma nieprzeciętny talent, posiadał niesamowitą skoczność, było jasne, że będzie to zawodnik wielkiego formatu. Długo będziemy czekać na taką perełkę. Przecież on przewyższał skocznością Mariusza Wlazłego, na badaniach wypadał lepiej od niego.

Gdy się pojawił w pierwszej lidze, od razu był zawodnikiem szóstkowym, silnym punktem naszego częstochowskiego zespołu. Szybko do wszystkiego dochodził – błyskawiczny awans do podstawowego składu AZS, za chwilę kadra. Jego kariera rozwijała się jak w marzeniach, właśnie dlatego, że posiadał przeogromny talent. W Częstochowie grałem z Arkiem jeden sezon.

Świat też go szybko zauważył, długo na pierwszą ofertę z Włoch nie czekał. Na początek był nieco słabszy klub Serie A, w którym mógł nabierać większego doświadczenia i pewności gry, szlifując umiejętności i ucząc się od najlepszych, na co dzień grając z asami światowej siatkówki. Dostrzeżony był we Włoszech momentalnie, wiele klubów chciało mieć Polaka w swych szeregach. Po roku był awans do czołowej drużyny najsilniejszej ligi na świecie – kto nie marzy o grze w Lube Banca Macerata. Niestety tam nie dojechał ...

Arek, zawsze jak sięgnę pamięcią, był chłopakiem uśmiechniętym, sympatycznym, nigdy nie odmówił nikomu pomocy, jeśli była taka potrzeba. Był takim naszym dobrym duchem… Spotykaliśmy się także poza klubem, wspólne wypady z kolegami czy to na kolację, czy gdzieś posiedzieć, pogadać. Teraz z perspektywy czasu cieszę się, że mogłem z nim spędzić taki rok, w tym samym klubie. Wspomnień nikt nam nie odbierze, one też kształtują nasze życie, wpływają na nie.

Miał ogromną popularność, kibice prawie natychmiast zauważyli jego talent i wielkie umiejętności, ale to wcale go nie zmieniło, był super kumplem, nie miał nic z gwiazdy. Skromność była jego piękną cechą.

Razem rozegraliśmy w 2005 roku mistrzostwa Europy w Rzymie. To była moja wielka, pierwsza impreza, którą w całości zagrałem. Po nich pojechałem do Turcji. Mistrzostwa w Rzymie nie były dla nas złe, rozegraliśmy całkiem fajne zawody, brakowało trochę szczęścia, ale po turnieju pomyślałem właśnie o Arku, że może ta gra nie całkiem dobrze nam razem wychodziła, ale mamy jeszcze na dopracowanie szczegółów sporo czasu. Na kolejnej imprezie będzie lepiej – myślałem, ale kolejnych zawodów już nie będzie. Wyjechałem do Turcji, przez kilka pierwszych dni, mieszkałem jeszcze w hotelu. Wróciłem z treningu, brałem prysznic. Usłyszałem telefon, w słuchawce płacz mojej żony. Pierwsze myśli, że coś się stało w rodzinie. Agnieszka wtedy powiedziała, że Arek zginął. Zapadła cisza, ona była w szoku, bardzo też to przeżyła, ja nie wierzyłem do końca, od razu telefony do menedżera, znajomych, czy to prawda. Rozmawiałem z chłopakami – oni się spotykali, razem tę tragedię przeżywali, ja byłem sam w obcym kraju, którego nie znałem, nie mogłem sobie znaleźć miejsca.

Wszyscy w klubie mi współczuli. Myśl o tym, że Arek odszedł towarzyszyła mi długo, tak na prawdę do końca nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Wierzyłem, że Arek cały czas jest między nami. Nikt z klubu nawet mi tego nie próbował utrudniać, ze zwolnieniem na pogrzeb nie było problemu. Przyjechałem do Ostrołęki na pożegnanie kolegi, wtedy ta tragedia zaczęła do mnie docierać, ale nie do końca. Nawet niosąc z chłopakami trumnę, nie chciałem dopuścić do siebie tej strasznej myśli. Nie mogłem uwierzyć, że to się naprawdę stało. Gdy to dotyczy starszych ludzi, ciężko chorych, łatwiej nam się z tym oswoić, pogodzić. Nie w takim przypadku, gdy opuszcza nas młody człowiek, przed którym stała wielka siatkarska przyszłość. W takich chwilach wiele wspomnień staje przed oczami, jakieś wspólne zdjęcia, zapamiętane spojrzenie na lotnisku, w samolocie, na meczu, ostatnie pożegnanie w Częstochowie jak wyjeżdżał. Pamiętam go uśmiechniętego, szczęśliwego jak wyruszał do Włoch. Przez dłuższy czas gdy Arka wspominałem, chciałem wierzyć, że jest nadal wśród nas."

W taki dzień jak ten każdy z nas niech zostanie ze swoimi wspomnieniami, przemyśleniami, modlitwą...

Arku…

Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach i pamięci…


Źródło: "Raul Lozano. Moje miejsce. Autobiografia", M. Gotowiec Supervolley.pl
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 140
Najnowszy Użytkownik: DougPah
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie